Podróże, ciekawostki, rozrywka - portal dla Polaków na całym świecie
Wyszukaj w treści i słowach kluczowych:
Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego
Interesujący tekst Justyny Chłap-Nowakowej udostępniony przez Magazyn kulturalno-patriotyczny WPiS.

My z Tobą Boże rozmawiać chcemy,
lecz „Vater unser” nie rozumiemy
i nikt nie zmusi nas Ciebie tak zwać,
boś Ty nie Vater, lecz Ojciec nasz.


Ten poruszający anonimowy wiersz napisany przez dzieci we Wrześni w 1901 r. oddaje doskonale to, co kierowało wówczas strajkującymi przeciw germanizacji szkół, głównie przeciw modlitwie i nauce religii w języku niemieckim. Jest w tym krótkim tekście niezwykła prostota i moc ducha, płynąca z pewności, że racja jest po ich stronie. Strajk brutalnie tłumiono, a przecież represje wywołały skutek odwrotny: lawinę protestów w innych szkołach zaboru pruskiego, wreszcie w 1906 r. doszło do powszechnego strajku, który objął ok. 75 tys. dzieci w ok. 800 szkołach (na 1100 szkół istniejących).

Gdyby zamiast Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego obchodzono Dzień Języka Polskiego, to, być może, datą najstosowniejszą byłby 20 maja – na pamiątkę tamtej chwili oporu dzieci z Wrześni i ich rodziców przeciw narzucaniu im obcego języka. Obecnie jednak widnieje w naszym kalendarzu Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, inaczej nazywany Międzynarodowym Dniem Dziedzictwa Językowego. Święto, obchodzone 21 lutego, ustanowione zostało przez UNESCO 17 listopada 1999 r.

Dlaczego tę akurat datę wybrano? I z jakiego powodu, po co obchodzi się owo święto? 21 marca 1948 roku gubernator utworzonego rok wcześniej Pakistanu, ustanowił język urdu jedynym oficjalnym językiem państwowym – nie tylko dla Pakistanu Zachodniego, ale i dla Wschodniego (czyli Bangladeszu od 1972 r.), zamieszkiwanego w większości przez Banglijczyków posługujących się bengalskim – swoim językiem narodowym. Przeciwko rozporządzeniu wybuchały protesty, krwawo tłumione przez rząd. 21 lutego 1952 r. studenci uniwersytetu w Dhace rozpoczęli nawoływania do strajku generalnego. Gdy zaczęli się coraz liczniej gromadzić na ulicach, policja otworzyła ogień. Pięciu protestujących zginęło. Z czasem na terenie uniwersytetu stanął pomnik na ich cześć. Język bengalski uznany został językiem państwowym.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, nawiązujący do tamtych wydarzeń, ma być hołdem złożonym wszystkim ludziom walczącym o „prawo do posługiwania się ojczystym językiem”. Celem jest również pomoc „w ochronie różnorodności językowej jako dziedzictwa kulturowego”. Bo języki, jak zagrożone gatunki, wymierają wraz z upływem czasu, jednak w ostatnich latach proces ten wyraźnie nabrał tempa, przyspieszył niepokojąco. Języki zanikały i zanikają z różnych przyczyn – gdy ginęły lub wymierały całe porozumiewające się nim nacje, gdy mniejszości narodowe zaczynają używać języka większości (jak Ormianie czy Tatarzy polscy) lub gdy, z takich czy innych powodów praktycznych, prestiżowych, materialnych, lepiej (wygodniej) posługiwać się innym, bardziej popularnym, rozumianym powszechnie językiem. Prognozy językoznawców nie brzmią optymistycznie: za dwa – trzy pokolenia może zniknąć około połowa z używanych dziś ponad 6000 języków świata (inne dane mówią o 7000); może jednak być gorzej i do końca XXI w. przetrwa zaledwie jedna dziesiąta spośród nich.

Oczywiście, prędzej skazane są na zagładę języki bądź dialekty, którymi posługują się bardzo nieliczne grupy. Nie chodzi, rzecz jasna, o chiński, angielski, hiszpański, hindi czy arabski. Także język polski mieści się w „bezpiecznej” czołówce – jest jednym z 25 największych języków na świecie.

Najszybciej znikają te języki, które używane są wyłącznie w postaci mówionej, nie zapisanej. Umierają wraz z ostatnimi, którzy nimi władają (zostają tylko drobne ślady języka, np. w toponimii, jak z języka dzielnych Jadźwingów przetrwała nazwa jeziora Hańcza). Trudno sobie wyobrazić – jak czuła się ostatnia kobieta posługująca się językiem Słowian połabskich (zmarła w 1756 r.)… Czy możemy sobie wyobrazić zniknięcie języka Słowian znad Wisły, języka polskiego? Czy jeżeli polszczyźnie nie grozi dziś, w 2015 roku, szybka zagłada, to nie mamy żadnych powodów do niepokoju?

Czy warto taki Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego obchodzić? Oczywiście nie, jeśli miałby to być jedyny „dzień galowy”. Odświętność bywa ważna, jednak nie ona jest najważniejsza, lecz codzienność i codzienna troska. Nie przekreśla to jednak sensowności i potrzeby organizowania i nagłaśniania różnorodnych inicjatyw czy kampanii społecznych, których celem jest rozbudzanie świadomości językowej, przypominanie wspólnej odpowiedzialności za język wszystkich jego użytkowników. W dobie internetu coraz ważniejsze są inicjatywy, z których korzystać można tą drogą – stuknięciem paru klawiszy. W ten sposób da się dotrzeć np. do internetowej poradni językowej Wydawnictwa Naukowego PWN, podobnie funkcjonują językowe poradnie internetowe lub telefoniczne uniwersytetów warszawskiego, szczecińskiego, wrocławskiego, śląskiego i poznańskiego.

Należą do owych inicjatyw także rozpoczęta w 2012 r. kampania społeczna „Ojczysty – dodaj do ulubionych” pod patronatem Narodowego Centrum Kultury i Rady Języka Polskiego lub „Język polski jest ą-ę”, prowadzona w obronie znaków diakrytycznych i jako przeciwdziałanie nieużywaniu charakterystycznych polskich liter, której także patronuje Rada Języka Polskiego. Czyta się bowiem takie kalekie teksty „az zeby bola”… Ma rację Jerzy Bralczyk, kiedy przed tym kalectwem przestrzega:

„Im częściej będziemy pisać na przykład esemesy bez znaków diakrytycznych, tym większe prawdopodobieństwo, że „ąści” szybko z naszego języka znikną. Tego bym niezwykle żałował, to byłoby naprawdę duże zubożenie. Uważam, że język polski jest ą-ę i tak powinno zostać. Używajmy polskich znaków za każdym razem, gdy wysyłamy SMS lub e-mail”.

Tak, właśnie o to chodzi, żebyśmy docenili całe bogactwo naszego języka, żebyśmy docenili jego wyjątkową urodę, żebyśmy z niej nie rezygnowali. Pomaga nam to zrozumieć, docenić i przechować czytelnictwo książek, które to bogactwo przechowują. Polszczyzna i kultura polska zginęłyby, gdyby nie książki, w których ożywało i przeżywało to wszystko, co w rzeczywistości – takiej, jak ta we Wrześni – bywało zakazane i niszczone.

Warto przypomnieć, że pierwszy wielki, nowoczesny słownik języka polskiego, pielęgnujący cały ten skarbiec, powstał właśnie w reakcji na dokonany w końcu XVIII wieku rozbiór Rzeczpospolitej, na groźbę zatraty polskiej kultury. Był to sześciotomowy Słownik języka polskiego przez M. Samuela Bogumiła Linde, wydany w Warszawie, w latach 1807-1814. Zawiera 60 tys. haseł. Zawdzięczmy go urodzonemu w Toruniu synowi imigranta ze Szwecji, majstra ślusarskiego Jana Jacobsena Lindego oraz Niemki – Anny Barbary z domu Langenhann. Samuel Bogumił Linde (1771-1847) leksykograf, językoznawca, tłumacz, bibliograf, pedagog i bibliotekarz – jest jednym z najwspanialszych „dowodów” na siłę i znaczenie naszego języka. Z rodziców nie-Polaków, pozostając wierny wyznaniu ewangelickiemu, wybrał polskość, bo porwał go i wciągnął wspaniały nurt polszczyzny. W młodości tłumaczył na język niemiecki Powrót posła i Biblię targowicką Juliana Ursyna Niemcewicza, O powstaniu i upadku Konstytucji 3 maja 1791 Hugona Kołłątaja, Ignacego Potockiego i Franciszka Ksawerego Dmochowskiego. Po klęsce powstania kościuszkowskiego został bibliotekarzem Józefa Maksymiliana Ossolińskiego w Wiedniu do 1803 roku, a następnie dyrektorem Liceum Warszawskiego – funkcję tę sprawował nieprzerwanie do 1831 roku. 6 tomów jego monumentalnego Słownika ukazało się w nakładzie 1200 egzemplarzy.

Potem pojawią się kolejne wydania i nowe wielkie słowniki – skarbnice polszczyzny. Przypomnieć trzeba tzw. Słownik wileński, czyli Słownik języka polskiego pod red. Aleksandra Zdanowicza (Wilno 1861), dwutomowy, zawierający 110 tys. haseł notujący m.in. neologizmy i kolokwializmy, zapożyczenia, słownictwo kresowe i słownictwo z dzieł wielkich romantyków. Warto też wymienić Słownik języka polskiego podług Lindego i innych nowszych źródeł. Wypracowany przez E. Rykaczewskiego wydany w 1866 r. jako trzeci słownik ogólny polszczyzny – prototyp słownika popularnego, którego pomysłodawcą był Eustachy Januszkiewicz, znany księgarz i wydawca emigracyjny, zaprzyjaźniony z Mickiewiczem. Jak wspomina Józef Bohdan Zaleski, Mickiewicz zapytywany o zdanie, radę, „jakby ten słownik chciał widzieć ułożonym, dał dwa wyrazy: cnota i duch”. Kolejny monumentalny wysiłek trzech uczonych zawiera tzw. Słownik warszawski, czyli ośmiotomowy, liczący 280 tys. haseł Słownik języka polskiego pod redakcją Jana Karłowicza, Adama Antoniego Kryńskiego, Władysława Niedźwiedzkiego, wydany w Warszawie, w latach 1900-1927 (znalazła się tam m.in. leksyka gwarowa i archaizmy). W drugiej połowie XX wieku pojawił się jeszcze jeden olbrzymi słownik (10 tomów, 135 tys. haseł), uznawany za najpełniejszy rejestr dwudziestowiecznej polszczyzny, wydany pod redakcją Witolda Doroszewskiego w latach 1958-1969. Obecnie najobszerniejszym słownikiem języka polskiego jest budzący respekt rozmiarem (50 woluminów), ale i wiele dyskusji Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, pod redakcją Haliny Zgółkowej (Poznań 1994-2005).

Obok słowników dokumentujących zasoby leksyki języka, wysokie miejsce jako zasłużone zajmują wszelkiego rodzaju słowniki poprawnej polszczyzny, czyli ortoepiczne (Stanisława Szobera, Witolda Doroszewskiego), wyrazów obcych (Władysława Kopalińskiego) i etymologiczne (Aleksandra Brücknera, Franciszka Sławskiego). Ach, czegóż się nie znajduje u Brücknera! Czym jest śmara, śmiga, śreż i świdwa, ale i od czego wywodzi się słowo połajanki (od szczekania!) lub twarz (od stwór, w znaczeniu: stworzenie). Są wreszcie wciąż jeszcze słowniki ortograficzne – i wiszące nad nimi pytanie, czy czeka nas w tej dziedzinie rewolucja: wynik postępującego wtórnego analfabetyzmu?

Przypomniałam te słownikowe znaki orientacyjne, bo w nich można znaleźć jedną z odpowiedzi na pytanie, dlaczego mamy obowiązek troszczyć się o ten język? Odpowiedź jest krótka: bo jest taki ciekawy, taki bogaty i tak szkoda go zubażać, redukować do coraz bardziej prostackich nawyków i schematów. To bogactwo uświadomić sobie pozwala może jeszcze lepiej najkrótsza choćby historia tego języka i fenomenalnego jego wyrazu w naszej literaturze. Nie da się tu, bodaj „w telegraficznym skrócie”, wymienić jacy byli kolejni prawodawcy polszczyzny, obrońcy, jacy mistrzowie, którzy wynieśli ją na wyżyny nigdy przedtem nie osiągane, „nie dotknięte stopą żadnego poety”. Tych, którzy przez kilkadziesiąt pokoleń nieśli i nie zagasili „płomienia”, tych, którym zawdzięczamy niezwykłą przygodę, jaką jest obcowanie z jednym z najtrudniejszych, bardzo fantazyjnie nielogicznych i najpiękniejszych języków.

Przypomnijmy najpierw początki – gdy w sferze życia oficjalnego językiem uprzywilejowanym, szanowanym, ważniejszym była łacina, a wzorem bogactwa i piękna – język czeski – kiedy polszczyzna była w powijakach. Przełom przyniósł rok 1285, gdy arcybiskup Jakub Świnka zwołał w Łęczycy synod, na którym, widząc ówczesne zagrożenie dominacją niemiecką (także w kulturze), wydał nakaz wygłaszania kazań w języku polskim. Wprowadziło to język polski nie tylko w mury kościołów, ale przyczyniało się zarazem do rozwoju piśmiennictwa polskiego i, rzecz jasna, samej polszczyzny. W Rocznikach Jana Długosza znalazły się dwa najstarsze zapisane polskie zdania – wołanie „Biegajcie, biegajcie” (uciekajcie, bieżajcie), którym zapewne dywersant miał wywołać popłoch wśród wojska polskiego przed bitwą pod Legnicą (1241) i drugi zapis u Długosza: dramatyczny okrzyk Henryka Pobożnego „Gorze nam się stało!” na wieść o ucieczce oddziału Opolan (z pola tej samej bitwy). W Księdze Henrykowskiej, spisanej około roku 1270 przez opata Piotra w opactwie cysterskim w Henrykowie, pomiędzy dziejami klasztoru zapisano zdanie, wypowiedziane przez Bogwała do żony: „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj” (Daj, niech ja pomielę, czyli pokręcę żarna, a ty odpoczywaj lub, jak chcą inni językoznawcy – podziwiaj). Czterdzieści jeden lat później umiejętność wypowiedzenia poprawnie czterech słów po polsku okazać się miała przepustką do życia: w 1311 r. książę Władysław Łokietek stłumił bunt mieszczan krakowskich, w tym kupców przybyłych z Niemiec, ścinając każdego, kto nie umiał poprawnie wymówić słów: „soczewica, koło, miele i młyn”.

Jak brzmiał nasz język w owych czasach? Wiadomo, że pierwsze zapisy nie oddają wiernie polskich brzmień. Droga do ustalenia pisowni to osobna i długa historia. Tu przypomnijmy pierwszego śmiałka, który na nią wszedł. Był to Jakub Parkoszowic, pierwszy znany polski językoznawca, gramatyk, profesor i rektor Akademii Krakowskiej, kanonik krakowski. Parkoszowic, wzorując się na Janie Husie, podjął próbę przystosowania alfabetu łacińskiego do zapisu głosek polskiego języka. Opracowane przez siebie zasady wyłożył po łacinie w traktacie o ortografii polskiej powstałym ok. roku 1440.

W XVI wieku nastąpił „skokowy” rozwój języka polskiego, ale i jego nobilitacja. Za czasów Zygmunta Augusta wprowadzono język polski do obrad, od 1510 r. działała krakowska drukarnia Floriana Unglera drukująca jako pierwsza książki w całości w języku polskim, pojawiły się polskie pełne przekłady Pisma Świętego: kalwińska Biblia brzeska, zwana też „Radziwiłłowską” (1563), ariańska Biblia nieświeska (1570-1572), luterańska i kalwińska Biblia gdańska (1632), katolicka Biblia Leopolity zwana też Szarffenbergowską (1561). Najpopularniejsza przez wiele wieków katolicka Biblia ks. Jakuba Wujka ukazała się w 1599 r.

Wiek XVI to także Mikołaj Rej, od którego właściwie zaczyna się polska literatura piękna: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, / Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają!”. To zdanie, zaczerpnięte z jego wiersza Do tego, co czytał (ze zbioru Zwierzyniec z roku 1562), zna chyba każdy, kto chodził do polskiej szkoły. Jednak bywa ono często opacznie rozumiane jako stwierdzenie, iż Polacy nie są gęśmi, co wynika z błędnego traktowania wyrazu „gęsi” jako rzeczownika. Tymczasem Rej mówi o języku „gęsim”! Co do interpretacji sformułowania badacze nie są zgodni, jedni wskazują, że oznacza ono wszelki żargon, inni, że łacinę (nazwaną „gęsią” czy to od brzmienia jej wymowy, czy od gęsich piór używanych ówcześnie do pisania, czy w kontekście legendy o gęsiach, które obroniły Rzym, czy od nie dość wprawnego pisania w języku obcym – gęgania, czyli bełkotania). Przesłanie pozostaje jednak niezmienione: to wyraz potrzeby pisania po polsku, zerwania z panującą nadal w okresie renesansu modą pisania po łacinie; to deklaracja kulturowej samodzielności. I m.in. owo przesłanie zaskarbiło Rejowi miano ojca literatury polskiej. Po nim zaraz przyszedł Jan Kochanowski, który wydźwignął polszczyznę na wyżyny największego artyzmu. Już żaden język europejski nie był lepszy, były tylko inne. Kto nie wierzy, niech przypomni sobie jego słowa – słowa hymnu, który do dziś śpiewamy w kościołach: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary…”. Mamy od wieku XVI, od czasu Kochanowskiego taki dar – języka polskiego, za który Bogu i ludziom, którzy ten język w kolejnych pokoleniach dalej rozwijali i bronili go, winniśmy wdzięczność. Wdzięczność czynną, czyli dobre, troskliwe korzystanie z tego daru.

Kolejne stulecia, jak twierdzili oświeceni, zepsuły język polski, ale też pewnie nigdy nie był on tak barwny, jak w sarmackim wydaniu, czego późnym świadkiem jest choćby Sienkiewiczowski Pan Zagłoba. Wiek XVIII zaczął go intensywnie reformować i naprawiać. Czynił to Stanisław Konarski – zarówno w dziele O poprawie wad wymowy, jak i w reformowanym przez siebie systemie szkolnictwa, w którym wprowadził nauczanie języka ojczystego. Program Konarskiego kontynuowała Komisja Edukacji Narodowej, powołana przez Sejm w 1773 r. Układano podręczniki wymowy, stylu i gramatyki, broniąc polszczyznę przed dawniejszym wpływem łaciny i nowszym – francuszczyzny; wznawiano pisarzy Odrodzenia jako wzory pięknego i niezepsutego języka polskiego. Język polski stał się językiem wykładowym na naszej Akademii Krakowskiej, pojawiły się masowe czasopisma ożywiające wyobraźnię językową tysięcy odbiorców – jak „Monitor” czy „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne”; powstała Drukarnia Narodowa, dbała szczególnie o poprawność tekstów… I pojawiali się nowi pisarze – z Ignacym Krasickim na czele, którzy wciąż pracowali nad tym, by nasz język był piękny, bogaty i lepszy od innych, a przekłady są bogatsze od oryginałów…

To, co język polski miał do zaoferowania, było już tak wspaniałe, tak bezcenne, że pozwoliło mu odegrać jedną z głównych ról w trudnym czasie bez własnego państwa, w czasie rozbiorów. To była rola zaczynu odrodzenia polskości, nie tylko jej skutecznej obrony, ale i zwycięstwa w walce o umysły i serca tysięcy takich jak Linde przybyszów z innych kręgów językowych i kulturowych, a przede wszystkim dla milionów chłopów, którzy w ciągu wieku XIX stali się Polakami. Kiedy zdawało się, jak pisał Norwid w Języku ojczystym, że „Wróg pokalał już i Ojców mowę”, wtedy arcydzieła poetyckie Mickiewicza i Słowackiego, samego Norwida i Krasińskiego, popularnych, choć może niższego lotu „lirników” krajowej poezji czasu międzypowstaniowego, Wincentego Pola, Władysława Syrokomli, twórców piosenek powstańczych 1831 i 1863 r., kolejnych mistrzów gawędy i opowieści, od Henryka Rzewuskiego, poprzez Henryka Sienkiewicza, Elizę Orzeszkową i Bolesława Prusa, do Stefana Żeromskiego sprawiły, że geniusz polskiego słowa nie dał się stłamsić. Tak jak to opisał Żeromski właśnie, prace nad zniszczeniem polskości podejmowane przez zaborców, przez rusyfikacyjną szkołę, okazały się „syzyfowe”. To doświadczenie wieku XIX wyraził pięknie Leopold Staff w wierszu Mowa ojczysta:

Bądź z serca pozdrowiona
Ojczysta święta mowo!
Niby łańcuchem złotym
Wiąże nas twoje słowo.

Twój dźwięk przez góry, morza
łączy i w jedność splata
Wychodźców polskich rzesze
We wszystkich częściach świata.

Tyś nasza twierdza
Opieka i obrona.
Ojczysta święta mowo
Bądź z serca pozdrowiona.


To było doświadczenie porywającej siły tego języka, którą przeżyli i którą sami współtworzyli w kolejnym pokoleniu Bolesław Leśmian, Julian Tuwim, a którą nie mniej pięknie od Staffa wypowie później lwowski poeta, Marian Hemar, Żyd zakochany w polskości, który w całej swej twórczości wszystkim swym miłościom – do Polski, do Lwowa i do polskiej literatury – pozostał wierny:

Moją ojczyzną jest polska mowa,
Słowo wierszem wiązane.
Gdy umrę, wszystko mi jedno gdzie,
Gdy umrę, w niej pochowajcie mnie
I w niej pozostanę.
(Moja ojczyzna)

Profesor Stanisław Pigoń – polonista, jeden z najznakomitszych humanistów polskich w XX wieku, który chyba jak nikt przed nim i nikt po nim umiał mówić polszczyzną, opisał znaczenie pięknego słowa polskiego, polskiej książki na jednym, najważniejszym przykładzie. Pigoń urodził się w XIX wieku na wsi. Do miłości do polskości dotarł dzięki lekturze nagrody otrzymanej w czwartym roku nauki szkolnej: Pana Tadeusza. Te „proste w równe rządki ułożone opowiadanie Poety” – wspomina – obudziły w nim Polaka. „Świadomości narodowej z domu naturalnie nie wyniosłem, nie mogłem wynieść. Ojciec jej nie miał, jak zresztą nikt z jego rówieśników. […] Tęsknotę, jeśli odczuwali, to do ojcowizny, do swojej wsi czy parafii, jeszcze nie do Polski, nawet nie do jej ułamka, nie do Galicji. […] Objawy uświadomienia narodowego wśród chłopów za mojego dzieciństwa bywały dopiero wyjątkowe i to po wsiach bardziej niż moja na czoło wysuniętych. Mój ojciec do wyjątków nie należał. […] Aż tu ci nagle ta książeczka…” Zaprowadziła chłopa z Komborni na polonistykę, na Uniwersytet Jagielloński, do roli wielkiego historyka polskiej literatury.

Choć minął wiek XX, wiek kolejnych ataków na polskość, kolejnej próby germanizacji, tym razem totalitarnej, kolejnej próby rusyfikacji, tym razem bardziej podstępnej, sowieckiej, i wydawało się, że już nic nam nie grozi, że język polski się obronił tak wspaniale, warto na koniec przytoczyć może głos przestrogi profesora Pigonia, przemycony w środku peerelowskiej epoki: „Troskając się o trwałość, o niespożytość życia polskiego musimy zaciągać ustawiczne, nieustające straże na pograniczach naszego obowiązku narodowego, obstawić musimy wszystkie przewody i przełęcze czujnością nieustępliwego baczenia, by wiedzieć, jak sobie poczyna okoliczny zacięty nieprzyjaciel i jak stoi gotowość nasza. Żyjemy bowiem jakby w wojennym obozowisku. Tak było przez ciąg historii, tak dziś być powinno. Historia polska pokazuje, że żyliśmy zawsze ‘na wsiadanem’, nikt nie był pewien, czy wstające słońce nie ujrzy go pod wieczór w gorącym ‘tańcu’ tatarskim czy tureckim, czy mu ze snu nie przyjdzie zerwać się do broni, czy ostatnia szklanka nie była wypita ‘strzemiennego’. Żyliśmy zawsze w przededniu walki, nieznanej jakiejś ‘potrzeby’. Dziś musi być tak samo. Dziś może więcej niż kiedykolwiek żyjemy w obowiązku, w ciągłym pogotowiu, jak dawni towarzysze znaków pancernych: dzień i noc na kulbace. Bo jako oni i dziś mamy naokół ‘dzikie pola’, i dziś czuwa na kresach nieustępliwy, napasany wróg. Jeno że dziś nie stanie on otwarcie, ręcz, samowtór do walki, ale omija pograniczne wedety i wciska się zdradliwie w środek, w ostatnią ostoję samoistności: znieprawia duszę narodu chytrze a milczkiem. Poprzez wszystkie dziedziny życia, przez naukę, literaturę, sztukę, przez politykę, wychodźstwo, handel idzie ku nam wrogi, mocny ciąg łapczywej obczyzny i wypiera nasze rodzime pierwiastki, walory. Dokonywa się z wolna najstraszniejsze wywłaszczanie z ducha, wytracanie niepodległości wewnętrznej”. (Z Komborni w świat. Wspomnienia młodości).

Czy dziś grozi nam rusyfikacja, germanizacja, sowietyzacja?
Cóż, językowa kolonizacja jest zjawiskiem stałym w historii, wciąż się odradzającym. Dziś mierzymy się z wyzwaniem ekspansji pidżyn English, coraz bardziej upraszczającego składnię i przede wszystkim słownictwo, zachwaszczane przez coraz większą liczbę najbardziej prymitywnych zapożyczeń z tego języka globalizacji. Neologizmy, cały aparat politycznej poprawności i nowomowy, związanej m.in. z obecną ekspansją ideologii gender – to także zjawisko niepokojące, a zarazem groteskowe z punktu widzenia tradycji językowej, etymologii itd. (jeśli zamiast patronatu ma być teraz matronat, zamiast seminarium – ovularium, zamiast historii – herstoria…). Wobec tej ponurej inwazji może warto jednak sięgnąć w głąb tego bogactwa, które najlepiej broni naszej niepodległości wewnętrznej? Może warto po prostu wracać do naszych najpiękniejszych słów, do naszych najwspanialszych książek, do tego Pana Tadeusza, który właśnie, pierwszy raz w historii niepodległej Polski, przestał być decyzją „mędrców” z Ministerstwa Edukacji lekturą obowiązkową dla wszystkich polskich uczniów? Giną słowa, czasami całe połacie języka znikają jak Atlantyda razem z opisywaną przez nie rzeczywistością. Umiera wtedy także część naszej tożsamości. Musimy jej bronić. O tym przypomnieć może nam ten dzień: Dzień Języka Ojczystego.

Autor: Justyna Chłap-Nowakowa

Tekst ukazał się w czasopiśmie „WPiS. Wiara, patriotyzm i sztuka”, nr 2/2015)



Na ilustracji: Jan Długosz w swojej pracowni, obraz Jana Matejki
źródło: Wikipedia
  Wyślij / Wydrukuj / Dodaj newsa / Kanał RSS


Słowa kluczowe: język polski, Polska
Losowe newsy z tego działu:
Międzynarodowe Targi Poznańskie
Międzynarodowe Targi Poznańskie Największe tego typu miejsce w Polsce, istnieje w Poznaniu od 1921 roku.  »
Zamek Cesarski w Poznaniu
Zamek Cesarski w Poznaniu Najmłodszy zamek w Europie, wybudowano na początku XX wieku, w Poznaniu.  »
Kazimierz Przerwa-Tetmajer na znaczku pocztowym
Kazimierz Przerwa-Tetmajer na znaczku pocztowym Znany poeta okresu Młodej Polski w 150. rocznicę urodzin trafia na znaczek pocztowy Poczty Polskiej.  »
Szydłów - Brama Krakowska
Szydłów - Brama Krakowska Gotycko-renesansowa brama, zrekonstruowana po II wojnie światowej.  »
Samochody z Elbląga
Samochody z Elbląga Początki motoryzacji na świecie i w Polsce. Rok 1907: pierwsze samochody z fabryki w Elblągu. »
Losowe newsy z całego portalu:
Lodowiec w Norwegii, jęzor Briksdalsbreen
Lodowiec w Norwegii, jęzor Briksdalsbreen Odwiedzamy największy lodowiec w Europie. »
Wieża Rosenkrantza - Bergen, Norwegia
Wieża Rosenkrantza - Bergen, Norwegia Rosenkrantz Tower w norweskim mieście Bergen. »
Dom Polski w Seattle, USA
Dom Polski w Seattle, USA Polish Home Association - Stowarzyszenie Domu Polskiego w Seattle, Waszyngton, USA. »
Związek Artystów Scen Polskich za Granicą (ZASP za granicą)
Związek Artystów Scen Polskich za Granicą (ZASP za granicą) Informacje o organizacji mającej siedzibę w Londynie. »
Brooklyn, NYC, USA
Brooklyn, NYC, USA Jedna z dzielnic miasta Nowy Jork. »

Spodobała ci się informacja? Sprawdź w naszej wyszukiwarce kolejne interesujące tematy.

Powiadom znajomych o naszym portalu!
• Masz dla nas informację, tekst lub ciekawe zdjęcia?
• Znasz kogoś, kto powinien znaleźć się w naszym katalogu Polonii?
• Chcesz uzupełnić wpis lub zmienić ilustrację?
Napisz
Będziemy wdzięczni, jeśli umieścisz linka do SuperPolonia.info :-)


Translate this page:


Podróże bliskie i dalekie, to nie tylko przemieszczanie się w kolejne miejsca zaplanowanej podróży. To także wypoczynek i regeneracja sił. Warto pomyśleć o tym wcześniej i zaplanować nocleg w korzystnej cenie. Na przykład w wyszukiwarce trivago.pl, gdzie znajdziesz także opinie, rekomendacje oraz praktyczne informacje turystyczne, aby jak najmilej spędzić czas.
Uśmiechnij się




Ciekawostki, humor, satyra
Wyszukiwane słowa:
Philadelphia, polityka, Austria, Miami, Kargul i Pawlak, biznes, Romandia, Ateny, Koszyce, Izrael, Erywań, Naas, Wawel, Duisburg, Rzym, Piraeus, Calabria, Holandia, Puerto Penasco, Stroudsburg, Suceava, Uśmiech Polonii, Quito, Coventry, hotele, Tuam, II wojna światowa, kolędy polskie, Prilepa
Linki

Zobacz także:
Podróże
Z życia Polonii
Uśmiech Polonii
Zdjęcia i filmy

Partia Dobrego Humoru